Przejdź do głównej zawartości

CZAS W PROCESIE OSWAJANIA Z WODĄ - FRAGMENT Z KSIĄŻKI - OD WANNY DO BASENU - MARTA STENCEL

 

Szybka rezygnacja z zajęć na basenie bardzo rzadko wynika z jednej konkretnej sytuacji. Najczęściej jest efektem narastającego napięcia, rozczarowania i poczucia, że „to chyba nie działa”. Czasem decyzja zapada po kilku zajęciach, czasem po pierwszym trudniejszym momencie, a czasem jeszcze zanim dziecko zdąży realnie wejść w proces. W tle niemal zawsze pojawia się presja. Presja czasu, porównań i oczekiwań.

Skąd bierze się szybka rezygnacja...

Rodzice rezygnują, gdy:

- dziecko płacze lub odmawia współpracy,

- nie widać „postępów” w rozumieniu pływania,

-  dziecko nie chce wchodzić do wody,

- po kilku zajęciach nadal potrzebuje wsparcia,

- ktoś z otoczenia mówi: „u nas to wyglądało inaczej”.

W takich momentach łatwo pojawia się myśl, że zajęcia są źle dobrane, dziecko „nie jest gotowe” albo że coś zostało przeoczone. Rezygnacja bywa wtedy próbą ulgi — przerwania sytuacji, która generuje stres zarówno u dziecka, jak i u dorosłego.

Co naprawdę oznacza trudny początek...

Trudny początek bardzo często nie jest sygnałem, że proces nie ma sensu. Jest sygnałem, że proces właśnie się zaczyna. Dla wielu dzieci basen to:

- nowe środowisko,

- intensywne bodźce,

- obca osoba,

- inne dźwięki, zapachy, echo,

- kontakt z wodą w większej przestrzeni niż wanna.

Układ nerwowy potrzebuje czasu, by się zaadaptować. Płacz, opór czy wycofanie nie są porażką. Są informacją.

Szybka rezygnacja często przerywa proces dokładnie w tym momencie, w którym dziecko zaczyna się oswajać — jeszcze bez efektu widocznego z zewnątrz, ale z ogromną pracą wewnętrzną.

Rezygnacja jako reakcja dorosłego...

Warto uczciwie powiedzieć: szybka rezygnacja bardzo często wynika z emocji dorosłego,
a nie z realnych potrzeb dziecka.

Rodzic może czuć:

- bezradność,

- wstyd,

- poczucie winy,

- lęk, że dziecko „ma gorzej niż inne”.

To naturalne emocje. Problem pojawia się wtedy, gdy decyzja o rezygnacji zapada pod ich wpływem, bez dania sobie i dziecku czasu na regulację i obserwację.

Kiedy rezygnacja ma sens...

Są sytuacje, w których rezygnacja lub przerwa są uzasadnione:

- gdy dziecko jest przewlekle przeciążone i nie ma przestrzeni na adaptację,

- gdy zajęcia są prowadzone w sposób nieadekwatny do potrzeb dziecka,

- gdy brak jest komunikacji z instruktorem,

- gdy granice dziecka są regularnie przekraczane.

Rezygnacja w takich przypadkach nie jest porażką. Jest ochroną procesu.

Kiedy warto się zatrzymać zamiast rezygnować...

Zamiast natychmiastowej rezygnacji warto zadać sobie kilka pytań:

Czy dziecko miało czas na adaptację?

Czy trudność trwa cały czas, czy pojawia się falami?

Czy widzę choćby minimalne oznaki oswajania?

Czy mam kontakt z instruktorem i mogę o tym porozmawiać?

Czasem wystarczy:

- zmiana tempa,

- skrócenie oczekiwań,

- przerwa zamiast rezygnacji,

- powrót do prostszych form kontaktu z wodą.

Co szybka rezygnacja robi dziecku...

Dziecko bardzo szybko uczy się, że:

- trudność oznacza wycofanie,

- nie trzeba dawać sobie czasu,

- proces można przerwać, gdy robi się niewygodnie.

To nie jest komunikat, który wspiera rozwój.

Dziecko potrzebuje doświadczenia, że trudność można przeżyć, a nie tylko ominąć.

Rezygnacja a zaufanie do procesu...

Zaufanie do procesu nie oznacza trwania w czymś za wszelką cenę. Oznacza zdolność odróżnienia:

- trudności, które są naturalnym etapem,

- od sytuacji, które realnie nie służą dziecku.

Szybka rezygnacja często wynika z chęci ochrony dziecka przed dyskomfortem. Tymczasem rozwój dzieje się nie wtedy, gdy jest idealnie, ale wtedy, gdy dorosły potrafi towarzyszyć dziecku w bezpieczny sposób przez momenty trudne.

Czasem największym wsparciem nie jest zmiana miejsca, instruktora czy metody.

Czasem jest nim danie dziecku czasu.


Czas jest jednym z najbardziej niedocenianych elementów procesu oswajania z wodą.
W świecie szybkich efektów, porównań i gotowych obietnic łatwo uwierzyć, że jeśli coś
„nie działa” po kilku zajęciach, to znaczy, że wybraliśmy złą drogę albo że dziecko „nie jest gotowe”. Tymczasem w rozwoju dziecka czas nie jest przeszkodą. Jest warunkiem.

Dajmy sobie czas — to zdanie bywa odbierane jak odkładanie sprawy na później, jak brak decyzji albo brak konsekwencji. W rzeczywistości jest jedną z najbardziej odpowiedzialnych
i dojrzałych decyzji, jakie może podjąć dorosły. Bo oswajanie z wodą nie jest wydarzeniem.
Jest procesem. A proces potrzebuje przestrzeni.

Dziecko w wodzie nie uczy się wyłącznie ruchu. Uczy się znacznie więcej — jednocześnie. Układ nerwowy musi przetworzyć nowe bodźce, ciało musi odnaleźć się w innej fizyce ruchu, a emocje muszą zostać osadzone w poczuciu bezpieczeństwa. To ogromna praca.

W wodzie dziecko:

- reguluje napięcie mięśniowe,

- uczy się orientacji ciała w przestrzeni,

- doświadcza zmiany pozycji i równowagi,

- oswaja kontakt twarzy, głowy i uszu z wodą,

- wchodzi w relację z nowym dorosłym i grupą.

Każdy z tych elementów wymaga powtarzalności, przewidywalności i czasu. Układ nerwowy
nie przyspiesza dlatego, że ktoś tego oczekuje. Przyspiesza wtedy, gdy czuje się bezpiecznie.

Bardzo często mówimy, że dziecko musi „przyzwyczaić się do zajęć”. Tymczasem w pierwszym etapie nie chodzi o zajęcia. Chodzi o adaptację do miejsca. Basen to dla dziecka zupełnie nowy świat. Echo, które wzmacnia każdy dźwięk. Intensywny zapach. Wilgotne powietrze. Śliska podłoga. Duża przestrzeń. Obcy ludzie. Inne dzieci. Nowe głosy i ruch. To wszystko dociera do dziecka jednocześnie.

Dlatego pierwsze 3–4 zajęcia bardzo często nie są czasem nauki ani zabawy w rozumieniu dorosłych. Są czasem, w którym dziecko:

- obserwuje więcej, niż działa,

- trzyma się blisko rodzica lub instruktora,

- sprawdza, co się wydarzy, jeśli powie „nie”,

- uczy się rytmu miejsca,

- potrzebuje przewidywalności.

Z zewnątrz może to wyglądać jak brak postępów. Jak „nic się nie dzieje”. W rzeczywistości dzieje się bardzo dużo — tylko nie w sposób spektakularny. Układ nerwowy porządkuje bodźce. Ciało zapamiętuje przestrzeń. Emocje powoli się regulują.

To nie jest strata czasu.

To jest fundament.

Nowa praca dorosłego – ta sama historia

Dobrym porównaniem jest rozpoczęcie nowej pracy przez dorosłego. Nawet jeśli mamy doświadczenie, kompetencje i pewność, że „damy radę”, pierwsze dni nie są czasem pełnej efektywności. To czas rozglądania się, obserwowania, słuchania, uczenia się rytmu miejsca
i ludzi. Nowa praca to:

- nowe środowisko,

- nowe relacje,

- inne zasady,

- inny sposób funkcjonowania.

Potrzebujemy czasu, by poczuć się swobodnie. Nikt rozsądny nie oczekuje od nowego pracownika pełnej wydajności pierwszego dnia. A jednak bardzo często tego właśnie oczekujemy od dzieci — w środowisku, które jest dla nich znacznie bardziej wymagające niż biuro dla dorosłego.

Dziecko na basenie robi dokładnie to samo. Najpierw adaptuje się do miejsca. Dopiero potem może wejść w zabawę, ruch i współpracę. Jeśli ten etap zostanie skrócony albo zignorowany, pojawia się napięcie, opór albo wycofanie.

Danie sobie czasu nie oznacza „nicnierobienia”. Oznacza świadome zwolnienie tempa i zmianę perspektywy. To aktywna decyzja, by zamiast efektu zobaczyć proces.

Czas daje dziecku:

- możliwość powtarzania tych samych doświadczeń,

- prawo do obserwowania zamiast działania,

- przestrzeń na powiedzenie „nie”,

- poczucie, że nie musi się spieszyć, by być akceptowane.

Dziecko, które ma czas, uczy się, że jego tempo jest w porządku. A to buduje zaufanie   
— do dorosłego, do własnego ciała i do środowiska.

Presja bardzo rzadko pochodzi od dziecka. Najczęściej pojawia się z zewnątrz: z porównań, komentarzy, oczekiwań otoczenia i lęków dorosłych. Pod presją czasu dziecko:

- szybciej się męczy,

- gorzej reguluje emocje,

- traci poczucie wpływu,

- zaczyna unikać zajęć lub wody.

To nie jest brak chęci. To reakcja obronna organizmu.

Dając dziecku czas, budujemy coś znacznie ważniejszego niż umiejętność pływania. Budujemy zaufanie. Dziecko, które nie jest poganiane, uczy się, że trudność nie oznacza porażki. Że można się zatrzymać. Że proces ma sens nawet wtedy, gdy nie widać natychmiastowych efektów.

Dajmy czas także sobie — jako rodzicom i instruktorom. Nie wszystko trzeba wiedzieć od razu. Nie każdą decyzję trzeba podejmować natychmiast. Czasem największym wsparciem
jest zatrzymanie się, a nie kolejne działanie.

Bo w oswajaniu z wodą — tak jak w całym rozwoju —

nie tempo decyduje o jakości drogi.

Decyduje zaufanie do procesu.



Marta Stencel

"Od wanny do basenu"

2026

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FERIE ZIMOWE

 ❄️ Ferie zimowe a proces oswajania. Jak uniknąć regresu? 💦 Drodzy Rodzice Ośmiorniczek 🐙 Dzieci, które są w trakcie oswajania z wodą, budują coś bardzo kruchego – poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i przewidywalność. Nawet 2–3 tygodnie przerwy mogą sprawić, że po powrocie pojawi się: ▪️ większa niepewność, ▪️ napięcie przy wejściu do wody, ▪️ cofnięcie się do wcześniejszych etapów (np. niechęć do zanurzania twarzy). To naturalne. I można temu zapobiec 🤍 ✅ Co możecie zrobić w czasie ferii? 1. Rozmawiajcie o basenie w pozytywnym kontekście Przypominajcie sukcesy: „Pamiętasz, jak robiłeś bąbelki?” „Jak pięknie leżałaś na plecach!” Budujemy w głowie dziecka obraz: woda = coś, co już potrafię. 2. Zabawy w wannie / pod prysznicem Nie chodzi o „trening”, tylko o swobodę: 💦 polewanie ramion kubeczkiem 💦 dmuchanie bąbelków 💦 zanurzanie ust, potem nosa 💦 liczenie do trzech z twarzą w wodzie Bez presji. Bez „musisz”. 3. Książki i bajki o wodzie Oswajanie może dziać się również „na such...

ODWOŁANIE ZAJĘĆ

 🫧 Dlaczego czasem odwołuję zajęcia? Czasami pojawia się pytanie: „Dlaczego odwołane, skoro inni w tym czasie prowadzą zajęcia?” Odpowiedź jest bardzo prosta. To, że ktoś prowadzi zajęcia, nie oznacza, że warunki są dobre. Każdy instruktor pracuje według własnych standardów i na własną odpowiedzialność. W Ośmiorniczkach obowiązuje jedna zasada: jeśli warunki na basenie nie są odpowiednie – zajęcia są odwołane. Nie prowadzę zajęć „bo tak wypada”. Nie prowadzę zajęć „bo więcej zarobię" Nie prowadzę ich „bo już jesteśmy na basenie”. Nie prowadzę ich też dlatego, że „inni prowadzą”. Oczywiście to jest moja praca i opłaty za zajęcia są moim wynagrodzeniem.  Ale moja wypłata nigdy nie będzie ważniejsza niż zdrowie i komfort dzieci. Dlatego kieruję się bardzo prostą zasadą: ➡️ Jeżeli jako mama nie wpuściłabym swoich własnych dzieci do tej wody, to nie wpuszczę do niej również moich podopiecznych. Bo w Ośmiorniczkach nie chodzi o to, żeby zajęcia się „po prostu odbyły”. Chodzi o to, ...